Geoblog.pl    majtrip    Podróże    303 stopy i 4 nogi    Tongariro Northern Circuit - The Great Walk
Zwiń mapę
2009
07
gru

Tongariro Northern Circuit - The Great Walk

 
Nowa Zelandia
Nowa Zelandia, Turangi
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 19735 km
 
Po przedpołudniu spędzonym w Marai poszliśmy do punktu informacyjnego DOC-u. Pani nie umiała nam udzielić żadnych informacji, za to mogła nam zapropoować
odpłatne ulotki o niczym. Więc poszliśmy do punktu informacyjnego I-site,
który okazał się bardzo skomercjalizowany, a tamtejsza obsługa, była głównie zainteresowana sprzedażą wycieczek i przejazdów busem na trasę.
Trudno jest się czegoś dowiedzieć, bo kładzie sie tu nacisk na opłacone wypady zorganizowane.
Jako, że nie mieliśmy kompletnie wyobrażenia o szlakach i charakterze naszej trasy, postanowiliśmy zanocować gdzieś na początku szlaku. I znów spotkaliśmy się z wyjątkową życzliwością - najpierw zatrzymał się van, w którym jak się okazało znajdowała się Polka:) Podwieźli nas w kierunku szlaku, pogubiliśmy się trochę, ale poratowała nas francuska parka, która nadrabiając 14km po szutrowej drodze podwozi nas na start Tongariro Crossing.
Rozbijamy się niepodal puchatki i oglądamy bajkowy zachód słońca w tle z górą z "Neverending Story".
Nie mieliśmy pojęcia o temperaturach w nocy w górach i nie spodziewaliśmy się, aż takiej kosy.
Mój śpiwór +8 w komforcie nie podołał,a co dopiero stefkowy-szmatkowy. Dobrze, że jego puchowy siedzi sobie bezpiecznie w cieple u Netki.
Rano zaspaliśmy i byli lekko zmuleni.Ruszyliśmy na szlak bez śniadania-podejrzewamy wpływ szynki 11$ za kg-pod żadnym pozorem nie kupować.
Zrobiła się wreszcie pogoda jak marzenie. Pierwszy raz idziemy po terenach wulkanicznych, dużo ludzi, nasz pierwszy dzień, więc ciężko nam się rozkręcić. Docieramy do pięknych jeziorek, znanych
z pocztówek(emerald lakes) i decydujemy się ruszyć dalej, szlakiem Tongariro Circuit ( Great Walk).
Bardzo mało turystów ,cudowne widoki,piękna pogoda. Gdy docieramy do puchatki,
tam już wylegują się inni piechurzy z mordami i karkami spalonymi na wiór.Haha. Co oni se myśleli, nie smarując się kremem na wysokości 1500m przy nowozelandzkiej dziurze ozonowej, którą wygryzły owce.
Rozbijamy się przy puchatce- ciekawostka,puchatkiem jest Niemiec,praca puchatkowych to najczęściej wolontariat.
Do wolontariatu, nie potrzeba wizy pracowniczej!
Znów w nocy marzniemy.Przed nami kolejny fantastyczny dzień,pustki, w końcu czujemy, że jesteśmy
w NZ.Trasa prowadzi przez bajkowy las,bajkę tą burzy nam upierdliwy latający Holender, który gadał do nas po rosyjsku-bo przecież Polacy nie gęsi i był pewien,że go zrozumiemy.
Postój w puchatce, obserwacja towarzystwa ( 3/4 to nasi zachodni sąsiedzi),rozmowa z Angolami pracującymi przybudowie szlaków, którzy zapraszją nas do swojej chatki na winner sausage:)i ruszamy dalej,
z zamiarem rozbicia się na dziko na szlaku.
Idziemy sobie by zamknąć pętlę- nad rzeką robimy piknik i gotujemy wpsaniały posiłek, wyśmienitą owsiankę ( i tu pozdrawiamy Kamilę;) dodajemy do niej czekoladę i kaszkę bananową( krajową- miśkową) Pychota. Na szlaku nikogo. Pięknie.
Zauważamy chatkę, przedzieramy się około pół godziny przez mokradła..i co się okazuje: słychać żeński głos! Nie wydaje nam się by któryś z Londyńskich budowlańców nie przeszedł mutacji..głos należy do Sary - pracowniczki parku narodowego, razem z nią jest Paul. Udostępniają nam jeden z "kontenerów"( na zdjęciu) i mamy nocleg:)Jesteśmy przeszczęśliwi. Udostępniają też kuchnię, Pijemy sobie herbatkę i troszkę krupniczku:)Paul okazuje się być Jimem Carrey'em. Dużo gestykuluje, robi miny i jest śmieszny, Sarah jest cichą dziewczyną, nie odczuwającą w przeciwieństwie do nas zimna:)
Dnia następnego zmierzamy do wioski, nad głową cały czas popyla helikopter, który nosi żwir dla naszy Bobów budowniczych.
Zmęczeni stajemy przy krajowej i tyłki ratuje nam para Holendrów, którzy jadą przez naszą wioskę Turangi ( gdzie czeka reszta naszego dobytku),
i do tego dłuższą drogą, co nam pasuje bo zobaczymy jezioro. Okazuje się, że je zobaczyliśmy, ale dość powierzchownie bo pan pędził na złamanie i nie wiele brakowało by nas nie dowiózł.
Odebraliśmy depozyt i postanowiliśmy po raz pierwszy zaznać rozkoszy kampingu. Doszło do dość konkretnego prysznicowania ( przypominamy, że w górach byliśmy 3 dni;) konkretnego najadania ( pierwej sznycel wiedeński z australijskiej wołowiny, 2h później spaghetti carbonara z new zealand sheep).
Na polu byli śmieszni Koreańczycy, którzy przemierzali wyspę na rowerach i mieli przyczepkę z flagą i lansowali się jeżdżąc po polu na rowerze w zawodniczych koszulkach:)
Rano najedliśmy się pyszną jajecznicą i ruszyliśmy na południe.

Inforamjce praktyczne:
Trochę oklapliśmy, bo dowiedzieliśmy się co następuje:
-dojazd na szlak kosztuje 35$ od osoby (to tylko 50km)
-chatki-puchatki na szlaku kosztują 25$ jeśli wcześniej wykupisz sobie nocleg, na miejscu to 30$
-miejsce na campingu przy chatce kosztuje 20$-wcześniejsza rezerwacja,a potem już 25$
Co zabawne, wykupienie noclegu w chatce, nie gwarantuje ci łóżka.
Ale to jest ostatni Great Walk gdzie nie ma rezerwacji łóżek.
-przechowanie bagażu- 5$ w extreme backpacker,natomiast na campingu Habitat nam udało się to
zrobić bezpłatnie- normalnie kosztuje to 1$ ale to tylko dla mieszkańców campingu
Nawet z własnym środkiem lokomocji jest ciężko logistycznie wybrać się na treking i ludzie decydują się
na wykupienie przejazdu busem- z resztą mówi im się, że parkingi są często okradane.
- Jeśli ktoś się wybiera to mamy kilka ciekawych wskazówek dotyczących ograniczenia kosztów ( jak to pięknie sformułowaliśmy) piszcie na mejla.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (33)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (6)
DODAJ KOMENTARZ
mama monika
mama monika - 2009-12-12 14:02
magiczna siła, boję się... chmury dziękują za pamięć :)
 
sawanna
sawanna - 2009-12-12 16:18
Bajkowo, księżycowo, fudżijamowo, czy to jeszcze jest prawdziwe czy po drugiej stronie lustra?
 
Chuda
Chuda - 2009-12-12 17:05
"(...)Droga albo drogi dwie
Z tobą, bez ciebie
Która z nich lepsza ? "
Piękne widoki, czekam na pocztówki ;) myślę, że dużo nie zaważą:P
Wasza Kasza ;) z naszym widelco-nożem - baaardzo podręcznym i lekkim sztućcem... tylko mój jest yellow ;)
 
Netka
Netka - 2009-12-12 18:05
Netka ze śpiworu nie korzsta :D jak dacie jakieś namiary....to mogę go wysłać...jeśli dojdzie na czas!nie dajcie się zimnu:)
ale tam pięknie jest! i te kolory!!! zdjęć więcej jeszcze, więcej!! :):)
 
majtrip
majtrip - 2009-12-13 02:38
po drugiej stronie lustra i do gory nogami :)
 
groovin' majk
groovin' majk - 2009-12-20 21:28
u mnie za oknem czasami rosnie taka trawa, jak u Was na zdjeciach. no, prawie taka :) jak sie zmruzy oczy, prawie je zamknie, jest podobna B-)
kisykisy
 
 
zwiedzili 13% świata (26 państw)
Zasoby: 344 wpisy344 925 komentarzy925 2909 zdjęć2909 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
23.08.2018 - 23.08.2018
 
 
03.09.2013 - 19.09.2013